Powiem Wam, ze marzne. Budze sie ze skostnialym cialem i zimnym nosem. Wiadomo, ze tragedii nie ma, bo jest cos kolo 20°C.. ale pogoda szaleje. Od kilku dni co noc silne ulewy, a od wczoraj okropny wiatr. I stwierdzam, ze to jedyny element pogody, ktory mnie przeraza. Burza niech sobie grzmi, fale niech sie rozbijaja o skarpy hotelu w ktorym pracuje i zabija turystow (srednio 2-3 osoby na miesiac umieraja w Playa Paraiso, bo postanawiaja wyjsc sobie na skalki i pierdolnac fotki z falami w tle. Niestety najczesciej zdarza sie tak, ze to fale wczesniej pierdolna w nich. Glupota ludzka nie ma granic, powiadam.). Ale jak ten wicher tak huczy i swiszczy.. to ani spac sie nie da, ani okna otworzyc.
Od 3 dni jestem na moim pierwszym teneryfskim zwolnieniu. Rozlozylo mnie przeziebienie (a gin tonic's pite od rana z Krlq [do tego dojde za chwile]) na pewno nie pomogly). I powiem Wam, ze tutaj takie zwolnienie, to bardzo skomplikowana sprawa.
Po pierwsze, jesli jestes na chorobowym do 15 dni (czyli takie najczestsze - 3, 4, 7 dni) to pracowawca zabiera Ci tak mniej wiecej 100€ z wyplaty. Jest to w ciul kasy, dlatego najczesciej ludzie chodza do pracy z katarem i bakteriami, roznoszac zarazki.. i tak oto u nas w RIU chorzy jestesmy wszyscy. A jak jeden sie wyleczy, to zaraz przechodzi na drugiego i kolo sie zamyka. Jezeli baja (czyli zwolnienie) trwa wiecej, niz 15 dni - nie potracaja Ci z wyplaty nic.
Nie do konca rozumiem te zasady, ale to jeszcze nie wszystko.
Kiedy dostajesz zwolnienie, lekarz nie podaje czasu trwania. Najczesciej, gdzies na dole jest napisany tylko przewidywany okres choroby. W moim przypadku byly to 3-4dni. I teraz zaczyna sie najlepsze. Kiedy te kilka dni uplynie i chcesz wrocic do pracy - NIE MOZESZ, dopoki nie pojdziesz najpierw do lekarza, zeby wziac alte (czyli tak jakby koniec baja, zaswiadczenie, ze juz jestes zdrowy). Masakra jakas. W moim przypadku jest to mega denerwujace, bo moja baja konczy sie w dzien mojego urlopu.. czyli w poniedzialek z samego rana wsiadam w taxe, albo autobus i jade do lekarza tylko po to, zeby wziac alte. Gdybym wiedziala, chyba zastanowilabym sie trzy razy, zanim wzielabymbaje. No ale. Slowo sie rzeklo, nos sie zasmarkal, a sily naprawde opadly. Mam mila regeneracje po pobycie Karoliny, a przed wyjazdem do zimnego Monachium.
ta piosenka, tak bardzo!
Z Karolina chodzilam razem do Liceum i bylysmy nierozlaczne, pomimo swojego love-hate zwiazku. Robilysmy duzo dziwnych, szalonych rzeczy, mialysmy od zawsze bardzo podobne (i specyficzne) poczucie humoru, ktorego nikt nie rozumial. Po 2008, kiedy ja wyjechalam do Monachium a ona do Warszawy (a pozniej Madrytu) widywalysmy sie srednio raz na rok, moze nawet rzadziej. Dlatego tez przed jej wizyta bardzo sie cieszylam, ale i tez obawialam. Jak to bedzie, ze przeciez moze sie juz zmienilysmy i nie uda nam sie odnowic tego, co kiedys mialysmy. Brednie.
Spedzilysmy 3 dni w domu. Karolina byla pierwszym gosciem, ktory nastawil sie na totalna regeneracje i nie interesowalo jej zwiedzanie, czy jezdzenie po Teneryfie. Mi bylo to bardzo na reke, bo nie dosc ze bylam chora, to juz powoli nudzi mi sie zabieranie ludzi ciagle w te same miejsca.
Trzy dni na sofie (ew. spacery po Playa Paraiso + jeden szampan wypity na plazy). Gralysmy w Head's Up, gotowalysmy, smazylysmy, pieklysmy, pilysmy alkohol i palilysmy papierosy. Bylo naprawde bardzo przyjemnie.

( powiedziala, ze bede panda :( )
( ale chyba jednak nie bylam )
(basen dzien pierwszy : fail + deszcz)
(basen dzien drugi : godzina slonca, mission accomplished)
*
Dzisiaj zlamie troche chorobowe przepisy i jade z Kristel na Teide, na ktorej podobno jest juz SNIEG. Jutro jej urodziny, wiec wczoraj caly dzien bawilam sie w DIY i szykowalam dla niej prezent. No a we wtorek... Deutschland! :)
Jakos co chwila mi sie zapomina, ze jednak nie jade do PL i czesto mam ochote pisac do Lubelskich znajomych, czy moze kawa, albo piwo. A pozniej uswiadamiam sobie, ze przeciez to nie tam. I ze w Monachium Mama, Tata, Magda, Klocek, Weihnachtsmarkty, zimowy Tollwood, suszi i grzane wino. Ciesze sie.
miesiac do swiat.
80 dni do konca RIU przygody.
a przynajmniej do pierwszej jej czesci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz