26 grudnia 2014

Ho! Ho! Ho! :) 

No i juz (prawie) po Swietach. Tyle miesiecy oczekiwan.. i jak zwykle ledwie sie obejrzysz, a tu juz Szczepan. U nas te 2 tygodnie sa mega ciezkie, bo mamy mniej wolnego w pracy, ale dla mnie to akurat plus, bo nie musze siedziec sama. Na przyklad 23.12 mialam miec Night Off, ktora w ostatniej chwili zostala anulowana, bo okazalo sie ze 350 prezentow, ktore zostaly zamowione dla wszystkich(!) dzieci z hotelu, przyszly niezapakowane.. wiec David zwolal polowe teamu i przez pol nocy pakowalismy paczki (masakra). 



Wigilia byla, nie bede klamac, mega ciezka. Od rana chodzilam naladowana i spieta, wystarczyly niewielke bodzce, zebym sie rozplakala (np. sraka kota, jakis tata w Mini Clubie, ktory przyszedl zapisac dzieci, a potem wpadl w monolog na temat sensu zycia, milosci, rodziny i zdrowia, albo brak dobrego jedzenia na stolowce). Bylo ciezko, ale jakos przetrwalam. Od rana dojadalam i dopijalam resztki z mojego adwentowego kalendarza (okazalo sie, ze bylo dosc sporo dni, ktorych nie zjadlam!). O 15:00 moglismy juz isc do domu, bo pozniej od 18:00 musielismy wrocic do pracy i byc pomocnikami sw. Mikolaja (ja bylam elfem). Nie chcialam jakos siedziec sama, bo czulam ze kryzys nadchodzi wielkimi krokami, wiec poszlam na basen. Pozniej szybki Skype z rodzina, troche jägermeistra z kalendarza (=swiateczne znieczulenie), elfowy makijaz i juz byla 18. Trzy godziny szybko zlecialy, wszedzie krecili sie Szwedzi, wiec czesto uciekalam i udawalam, ze pracuje, a tak naprawde krecilam sie gdzies z nimi i wyglupialam. W pewnym momencie uslyszalam jakas babke rozmawiajaca przez telefon po polsku, wiec podeszlam zlozyc zyczenia. Okazalo sie, ze Kasia jest w hotelu z mezem Szwedem, zaczelismy troche rozmawiac i zaprosili mnie do siebie do Szwecji :D. Z gory zalozylam, ze to tylko takie blablabla, ale kiedy nastepnego dnia znalezli mnie w Mini Clubie i dali swoj numer telefonu, moje Nadzieje zaczely rosnac :).
O 21:30 skonczylismy prace i kazdy poszedl do domu. Najgorsze z tego wszystkiego byly pytaniaA Ty z kim spedzasz Swieta Kaju? Jak to SAMA? Chcesz przyjsc do nas na kolacje? #pity. Przez to wszystko rzeczywiscie wrocilam do domu i przez jakies 45 plakalam i rozczulalam sie nad soba. 
No a pozniej przyszedl czas na moja wyjebana swiateczna kolacje : kupcza salatka jarzynowa z Mercadony (0.90€), sledzie z Ikei (1.99€) i kutia, ktora sama wyczarowalam. Do tego butelka szampana i juz bylo mi lepiej. Otworzylam  "prezenty" spod choinki, czyli dwie paczki, ktore dostalismy tydzien wczesniej od hotelu (glownie alkohol i slodycze), jeden prezent dla dziewczynek w wieku 7-10, ktory ukradlam z pracy i paczke od Kristel, ktora wrzucila mi do torby kiedy nie patrzylam. 
Ok. 23:30 stoczylam sie na dol do Rafy na szybki swiateczny toast (okazalo sie, ze ta cala 80' impreza byla troche niewypalem, ale z tego co widzialam to organizatorzy (Petya, Malaga, Tomas Sraka i Rafa) bardzo dobrze sie bawili)).

 






mmm pysznosci! 





prezenty od Kristel


Rafa!


Boze Narodzenie bylo juz o wiele radosniejsze. Fajne dzieci z Mini Clubie, swiateczny nastroj w pracy, a na wieczor premiera naszego Show de Navidad, ktory zmajstrowal Oscar. Na koniec oczywiscie nie obylo sie bez lez i wzruszu, zwlaszcza, kiedy podczas prezentacji David walnal przemowe, a na scene wbila szefowa baru z lampka szampana dla kazdego i wznieslismy swiateczny toast. 


"Twarz normalna"

"Twarz animatora"

"Twarz Szweda"

Dzisiaj mam wolne, wiec jade z Lisa (Szwedka z góry) na zakupy. W poniedzialek mamy wielka swiateczna kolacje (David placi) w Las Americas i bedziemy wymieniac sie prezentami. Ja wylosowalam Kristel i troche nie mam pojecia co jej kupic.. takze nie lada wyzwanie przede mna. 

Wam Robaczki wszystkiego dobrego, moc usciskow i buziakow. 
Dziekuje kazdemu z osobna za cieple slowa, naprawde sporo dostalam w tym roku wiadomosci i zyczen, dzieki czemu czulam sie troche mniej samotna. 
A, no i cieszcie sie sniegiem! U nas calima*, czuje sie jak w Interstellar. 

* Calima - zdarza sie kilka razy w roku, jest to bardzo cieply wiatr (sirocco), ktory wieje z Sahary i przynosi ze soba mnóstwo piasku i pylu, tworzac cos na ksztalt mgly. Jest bardzo niska widocznosc, duszno, piasek jest zawieszony powietrzu, wszedzie osiada i czasami trudno sie oddycha. Do tego mega goraco. + mozecie sobie obczaic zdjecia z google.

Ja tymczasem zasiadam do kutii i polskiej TV online (moja coroczna, Szczepanowa tradycja). 
Buziaki siusiaki!
K.

19 grudnia 2014




Na wstepie smutne selfie z wczorajszego Mini Klubu. Ostatnie dni byly dosc ciezkie, bo duzo pracowalismy (+najgorsze niby dopiero przed nami), a do tego jakos swiateczny nastroj zaatakowal mnie z najgorszej strony

Niemniej jednak emo poranek szybko przemienil sie w najlepszy dzien tego roku, jesli chodzi o prace w RIU. Do 13:00 pracowalismy normalnie, tzn. Kaju RiuLand, a reszta swiata zajecia dla doroslych. Szwed za szyba, pomachal do mnie swoja czarna reka, ja odmachalam z grzecznosci, chociaz bez jakiejs wielkiej podjary. Jak to zawsze z samcami bywa, moj wymarzony romans rozwijal sie swietnie.. dopoki nie otworzyl twarzy i nie zaczal ze mna rozmawiac. Okazalo sie, ze jest troche pustakiem z tatuazem tygrysa na klacie. Dziekuje, nastepny poprosze! O wiele lepiej dogaduje sie z jego nordyckimi kolezankami z Bamse Klubu. Wszytkie takie sliczne i drobniutkie. W zeszla sobote wyszlismy wszyscy na piwo i cala noc przeszalalam z Lisa, Jasmine i Maiken. Mam nowe psiapsióleczki do wina i rozmow o zyciu, radosc miliard. 
O 13 caly hotel, wszystkie departamenty udaly sie na uroczysty obiad (nareszcie pyszna szama i darmowy szampan dla pracownikow). Na koniec kazdy dostal po dwie wielkie paczki z prezentami. Nie zagladalam jeszcze do srodka, ale z tego co slyszalam od innych, w srodku jest glownie alkohol i slodycze. Upchnelam je pod swoja chinska choinka i otworze dopiero 24 z rana. 
Po poludniu wszystkie activities byly odwolane, ale dwie godziny "wolnego" czasu wykorzystalismy na kolejne próby i tance. 25 grudnia wielka premiera naszego nowego, swiatecznego show.. i nic jeszcze nie jest przygotowane. David troche panikuje, wiec od jutra znowu zaczniemy próby o 8 rano, yay. 





Wersja bardzo robocza i niedopracowana, kazdy zmeczony i po kilku lampkach szampana.. ale i tak wszyscy w dobrym nastroju. Cos sie ostatnio zmienilo w naszym teamie, nie jestem do konca w stanie stwierdzic CO. Czy to swiateczny duch, czy brak Anzara.. ale wszyscy od rana chodzimy usmiechnieci, nikt sobie nie dokucza.. jest jakos tak fajnie, cieplo rodzinnie. Zobaczymy ile sie to utrzyma ;) 

Dobranoc, wesolych... PRAWIE swiat! :) 
Pani Kachu.

15 grudnia 2014

Snilo mi sie, ze bylam w ciazy. Pierwszy taki sen, kiedy "zaliczylam" zarówno brzuch, jak i poród, a pozniej jeszcze kilka dni z noworodkiem. Bylam okropna mama, ciagle zapominalam o karmieniu, kapalam dziecko w zimnej wodzie, albo pilam piwo z Ewinha, plotkujac o zyciu,nie myslac o tym, ze przeciez nie moge pic, skoro karmie. W koncu wszyscy zostawili mnie sama w domu z dzieckiem, zebym nic nie rozpraszalo mojej uwagi i zebym lepiej mogla skupic sie na Kai II (tak chcialam dac na imie swojej córce, to chyba najlepszy dowód na to, ze kiepska byla ze mnie matka). 
Obudzilam sie i nie moge sie odnalezc. Jest mi okrutnie smutno, czegos brakuje, wiec glaszcze kota, zalujac ze nie moge pojsc spac jeszcze raz zeby udowodnic ze jednak potrafie zadbac o swoje dziecko. Siedze i patrze w sciane, zastanawiajac sie O CO W TYM SNIE CHODZILO. Szczerze wierze, ze sny maja znaczenie. Wiec jak wytlumaczyc ten? 




Chyba znowu zjem lody na sniadanie. 


9 dni do Swiat. Dom udekorowalam juz na poczatku grudnia, ale codziennie i tak doklejam, doczepiam, dowieszam jakies dekoracje. Dzis chyba wreszcie zawiesze bombki na choince. Od tygodnia w Mini Clubie moimi ulubionymi zajeciami jest robienie platkow sniegu z papieru, sluchanie swiatecznych piosenek, rozczulanie sie nad soba i obserwowanie Szwedów przez szybe (maja 20+ dzieciakow i ciagle jakies fajne zabawy, podczas gdy ja albo siedze sama, albo z jednym niemieckim chlopcem, ktory jest upierdliwy jak malo kto). Dupny jakis ten grudzien. 
Moj plan spedzenia Wigilii z Kristel poszedl sie kochac, bo Yorch nagle postanowil zorganizowac Swieta u nich w domu i zaprosic cala swoja kolombijska rodzine. W zwiazku z czym chyba zostalam calkiem sama i zdana na siebie (i kota). Cos obilo mi sie o uszy, ze Rafa chce zorganizowac w swoim barze przebierana impreze dla wszystkich niedobitków.. wiec moze sie tam wybiore, o ile wczesniej nie umre ze smutku. Przez chwile w kulinarnym szale przegladania gotujacych blogów chcialam upichcic jakies polskie przysmaki, ale pozniej stwierdzilam, ze nie ma to kompletnie sensu, zwlaszcza, jesli mialabym gotowac tylko dla siebie (o ile kutia dla 1 osoby to kompletnie zaden problem (#grubosc #obzarstwo #yolo), o tyle z szuba, czy ryba w galarecie mialabym juz problem). Postanowilam zaopatrzyc sie wiec w sledzie z Lidla, swiateczne ciasteczka z Mercadony.. i grzane wino. To beda dobre Swieta. Nie

Ostatni tydzien spedzilam z Przemkiem, ktory na swojej trasie Gdansk - Antarktyda, zahaczyl o Wyspy Kanaryjskie. Wprawdzie niewiele czasu tak naprawde bylo nam dane spedzic razem, bo ja codziennie do pracy, a on do róznych portow, szukac lodki ktora zabralaby go na Karaiby.. ale w zeszly poniedzialek mialam wolne, wiec wybralismy sie na stopa do Los Cristianos. Nie spodziewalam sie, ze to moze byc tak latwe! Nastawialam sie na kilka godzin czekania i wyciagania kciuka, a tu za zadnym razem nie musielismy czekac dluzej niz 10 minut. 
W sobote Przemo znalazl jakichs Amerykanów, ktorzy plyneli jachtem na Karaiby i zabral sie z nimi. 
Podziwiam takich ludzi. Caly swiat na stopa. Z jednej strony czlowiek mysli sobie PO CO, skoro mozna samolotem, bez ryzyka, spania pod namiotem i mycia sie w rzece.. a z drugiej kurcze. Myslalam ze moje zycie jest wystarczajaco szalone.. a pozniej nasluchalam sie takich historii, o takich miejscach.. ze lekko zwatpilam w swoja szalonosc. 



Dzisiaj wolne, nareszcie sniadanie & kawa w lozku, przytulanki z samobóczym kotem*, nadrabianie seriali, a po poludniu ogromny, nowootwarty Chinczyk w Adeje, gdzie bedziemy kupowac swiateczne dekoracje dla domu Petji. Ja juz NIBY wszystko mam, ale nawet nie bede sie ludzic ze nic nie kupie. Na bank wroce z kolejnymi lancuchami, swieczkami, bombkami. W sumie troche to glupie, czlowiek wydaje kupe kasy na cos, co juz za dwa tygodnie przestanie byc potrzebne. Ale jakos w tym miejscu, gdzie slonce swieci non stop, trudno jest tak naprawde poczuc Swieta.. chyba dlatego wszyscy tak ostro inwestujemy w te wszystkie duperele. 

* dla tych, ktorzy nie sledza mojego zycia na Facebooku - kot w zeszly piatek spiegolil sie z balkonu i zlamal dupe. No dobra, poobijal. Przez 4 dni nie moglam wziac go do Weta, bo piatek i poniedzialek to byly jakiestam hiszpanskie dni swiateczne, a w weekendy tu sie nie pracuje.. Wiec przez caly dlugi weekend umieralam ze strachu. Ale po kilku badaniach i przeplaconych 70€ okazalo sie, ze nic mu tak naprawde nie jest i ze glupi ma zawsze szczescie. Nawet jesli jest kotem.












6 grudnia 2014

W sumie notka miala byc radosna, duzo zdjec z Monachium, melancholijne wzdechy ze tydzien tak szybko minal i ze wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej.. ale troche nici z mojego pozytywizmu, gdyz wlasnie dzis moj Brujo kot postanowil spierdolic sie na leb na szyje z balkonu. WIEDZIALAM, ze to kiedys nastapi. Ba! Nawet tuz przed upadkiem mowilam do niego: Nie szalej tak, bo sie spieprzysz! Ale ten w nosie mial moje przestrogi. I tak, kilkanascie minut pozniej, kiedy montowalam swiateczne dekoracje i lampki na balustradzie, nagle uslyszalam przerazajacemiauu,  łubudu i plask. Trzy najstraszniejsze dzwieki mojego zycia. Milion razy wyobrazalam sobie ta chwile. Moze to nawet moja wina, ze wykrakalam. W kazdym razie z predkoscia swiatla zbieglam na dol (bez butów, w spodniach od pizamy i ufajdanej koszulce), zbierac to, co z niego zostalo. 
No i niby jest spoko, je, pije, robi kupe.. ale jako typowa mamusia mam PRZE mega stracha, ze cos mu sie stalo, ma jakis internal bleeding i zdechnie mi tuz przed swietami. Jutro z rana przed praca weterynarz. 
Uch, tyle z czarnowidzenia.

Wizyta w Monachium naprawe byla przednia. Wprawdzie wypielam sie na kilka waznych, obiecanych wczesniej osob (Gina, Kaa Rome, Natalia) i wybralam lozko/mame/tate/kino.. ale nie zaluje. Potrzebowalam takiego totalnego wyciszenia. Malo szalenstw, malo (no ok, mniej niz zawsze) alkoholu, duuuuzo spania. Znowu poprawilam relacje z Arturem (pewnie za miesiac - dwa znowu poklocimy sie na smierc i zycie), spedzilam czas z rodzina. Wydalam pierdyliard pieniedzy i kupilam swiateczny sweter w balwanki + mnóstwo prezentow dla Teneryfskich tubylców.













18 dni do Swiat! 
U mnie w mieszkaniu na Tene juz prawie wszystko udekorowane, nawet choinka kupiona (sztuczna, od chinczyka, 6€). Niedlugo wrzuce zdjecia i troche sie pochwale, bo jeszcze nigdy nie udalo mi sie w zadnym mieszkaniu stworzyc az tak przesadzonego swiatecznego nastroju! ;) 
Pozdrawiam, caluje, sciskam!