W sumie notka miala byc radosna, duzo zdjec z Monachium, melancholijne wzdechy ze tydzien tak szybko minal i ze wszedzie dobrze, ale w domu najlepiej.. ale troche nici z mojego pozytywizmu, gdyz wlasnie dzis moj Brujo kot postanowil spierdolic sie na leb na szyje z balkonu. WIEDZIALAM, ze to kiedys nastapi. Ba! Nawet tuz przed upadkiem mowilam do niego: Nie szalej tak, bo sie spieprzysz! Ale ten w nosie mial moje przestrogi. I tak, kilkanascie minut pozniej, kiedy montowalam swiateczne dekoracje i lampki na balustradzie, nagle uslyszalam przerazajacemiauu, łubudu i plask. Trzy najstraszniejsze dzwieki mojego zycia. Milion razy wyobrazalam sobie ta chwile. Moze to nawet moja wina, ze wykrakalam. W kazdym razie z predkoscia swiatla zbieglam na dol (bez butów, w spodniach od pizamy i ufajdanej koszulce), zbierac to, co z niego zostalo.
No i niby jest spoko, je, pije, robi kupe.. ale jako typowa mamusia mam PRZE mega stracha, ze cos mu sie stalo, ma jakis internal bleeding i zdechnie mi tuz przed swietami. Jutro z rana przed praca weterynarz.
Uch, tyle z czarnowidzenia.
Wizyta w Monachium naprawe byla przednia. Wprawdzie wypielam sie na kilka waznych, obiecanych wczesniej osob (Gina, Kaa Rome, Natalia) i wybralam lozko/mame/tate/kino.. ale nie zaluje. Potrzebowalam takiego totalnego wyciszenia. Malo szalenstw, malo (no ok, mniej niz zawsze) alkoholu, duuuuzo spania. Znowu poprawilam relacje z Arturem (pewnie za miesiac - dwa znowu poklocimy sie na smierc i zycie), spedzilam czas z rodzina. Wydalam pierdyliard pieniedzy i kupilam swiateczny sweter w balwanki + mnóstwo prezentow dla Teneryfskich tubylców.
18 dni do Swiat!
U mnie w mieszkaniu na Tene juz prawie wszystko udekorowane, nawet choinka kupiona (sztuczna, od chinczyka, 6€). Niedlugo wrzuce zdjecia i troche sie pochwale, bo jeszcze nigdy nie udalo mi sie w zadnym mieszkaniu stworzyc az tak przesadzonego swiatecznego nastroju! ;)
Pozdrawiam, caluje, sciskam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz