2 grudnia 2014

Czekam na autobus. Z nieba deszcz. W oknach McDonald's po drugiej stronie ulicy mrugaja do mnie choinkowe ozdoby. Wszyscy chowaja sie pod malenkim dachem przystanku, ja patrze w niebo i nie martwie sie o to, ze kolejne krople (tym razem deszczu) rozmywaja mi makijaz. W uszach Sia, ale w glowie sciezka dzwiekowa Interstellar. 

Chcialabym byc ciepla dziewczyna. Dac do zrozumienia bliskim, ze mi na nich zalezy. Podziekowac Mamie za te pre-swieta, uszka w kupnym barszczu i ubrana choinke. No i ta sobotnia noc, kiedy razem z J. uciekli z domu tylko po to, zebym ja mogla zorganizowac internacjonalne Andrzejki (z zielonym i pachnacym, zywym drzewkiem w rogu pokoju). 
Chcialabym pokazac jakos ludziom, ze ich uczucia sa dla mnie wazne. Ze sie nimi nie bawie. Ze jesli cos mnie z nimi kiedys polaczylo (slowo, usmiech, usta, dotyk, milosc) - mialo to znaczenie. 

Juz w domu. Wypierdziana, stara sofa Janusza, czerwona jak wino w moim kieliszku. Jak zwykle ukradlam Mamie papierosa, marzylam o nim juz od drugiej polowy filmu. Wspominam smakmango crumble z Pizzy Hut i mysle o koncu roku. Naprawde juz za 29 dni zaczniemy 2015?Pamietam jak ciocia Iwonka powiedziala kiedys (nad grobem dziadka wprawdzie, takze scenka malo przyjemna), ze im jest starsza, tym szybciej ucieka jej czas. Mialam wtedy 16 lat i wydawalo mi sie, ze "wszystko" jeszcze przede mna, niedlugo zostane prezydentem i podbije swiat.. wiec nie do konca zrozumialam co miala na mysli. 9 lat pozniej patrze wstecz zaczynam rozumiec. Pamietam przerazajaco duzo z tamtego dnia. Jak pachnialo wtedy powietrze, kto byl z nami na cmentarzu, w kim sie podkochiwalam, jaki byl dzien tygodnia i co pani Swiatkowska zadala z polskiego. 
Jakie to dziwne. Tak duzo dopiero co stalo w moim zyciu.. a to nawet nie jest jego polowa. Nie osiagnelam nawet najmniejszej czesci tego, co bym chciala. Tyle jeszcze przede mna, przed nami. 
Z jednej strony wcale nie chce. Znowu jestem w tym punkcie, w ktorym najchetniej uczepilabym sie Twojego ramienia i nie wychodzila spod koldry, bo swiat jest przeciez taki straszny, ze nie da sie przejsc przez niego w pojedynke. A z drugiej.. boje sie, ze nie zdarze. Ze juz za chwile bede w wieku cioci Iwonki (przynajmniej tamtego dnia) i ze smutkiem obejrze sie tylko za siebie, stwierdzajac, ze moglam jeszcze lepiej wykorzystac ten czas.

Gdybys jutro mial umrzec, czego bys najbardziej zalowal? Czego Ci brakuje? Do czego myslisz, ze powinienes przykladac wieksza uwage, ale jednak tego nie robisz, bo wydaje Ci sie, ze jeszcze bedzie czas?
Dla mnie to chyba (silly Kachu) - milosc. Bycie z drugim czlowiekiem. Ten glupi Rodney, ktory od pieciu miesiecy "uderza" do mnie na whatsuppie, napisal mi dzisiaj, ze przeciez jestem taka miekka osoba, ze niby mam takie duze serce, ale jednak wciaz boje sie otworzyc (czyli klasyczne teksty wyczytane na stronach dla podrywaczy, ktorymi faceci mysla, ze rozloza nogi pierwszej lepszej dziewczynie). Zrzygalam sie na niego piec razy i nie odpisalam na wiadomosc, ale jednak te kilka banalnych slow + czerwone wino (za SIEDEM euro, czujecie?) + Interstellar jakos tak wprawilo mnie w taki dziwaczny nastroj. 

Bardziej przykladac sie do nauki jezykow.
Wiecej podrozowac.
Zadzwonic do ojca.
Dbac o zdrowie.
Zwiedzic swiat.
Zrobic tatuaz.
Schudnac.
Przytyc.
Pogodzic z przyjaciolka.

Takie rzeczy przychodza Wam do glowy?
No to ja powiem.
Wiecej kochac.
W 2014 postawilam na kochanie siebie. Poszlo zaskakujaco dobrze (chociaz nie idealnie, czasem po pijaku wciaz wypisze sobie nienawistne hasla na lustrze w lazience ["Jestes gruba swinia, przestan tyle wpierdalac!" {true story}]). 
W 2015 sprobuje pokochac innych.

Zaczynamy countdown.
Do swiat, nowego roku, konca RIU, poczatku nowego.
22, 29, 61, xyz.

Wasza Kesza.

Notka sponsorowana przez czerwone wino, muzyke Hansa Zimmera i jeden, pijacki komentarz Marcina Pogorzelskiego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz