14 listopada 2014

Przez krótka, króciutka chwile znowu zaczelam sie wahac biletowo. I szukac chocby szybkiej przesiadki - trzy dni w Lu, trzy dni w Mon. Ale to przeciez bez sensu, juz niedlugo paro i wtedy nabede sie w domu. Tak?

Codziennie kiedy wracam wieczorem do domu jakos mnie to uderza. Ze jestem juz duza, ze mieszkam sama, ze na górze czeka kot, ktorego trzeba nakarmic i zabrac do weterynarza za wlasne pieniadze. Ze trzeba odkurzyc, posprzatac, nastawic pranie, zrobic liste zakupów, bo w koncu znowu dzien wolny i ostatnia chwila, zeby pojsc do Mercadony przed weekendem. Takie buty. A w glowie mimo wszystko wciaz 18 lat. 

Ostatni tydzien byl przesympatyczny. Mialam jakos podejrzanie duzo wolnego, a to night off, a to dia libre.. przeplatane dniami pracy, ale ich jakos zdecydowanie bylo mniej, niz zawsze (machamy do Davida i dziekujemy mu za fajnie ulozony plan). Co sie dzialo? A sporo. Wyszlam spod koldry i spotykalam sie z ludzmi, znowu zaczelam cwiczyc (mowilam juz, ze listopadowa pogoda na Teneryfie jest naj? Wreszcie troche wiatru i powietrze juz nie takie ciezkie), pilam duzo Lambrusco z pozytywnymi ludzmi i planowalam kolejne tatuaze.

A teraz juz tylko licze dni do przyjazdu Karolqi (3!). Wydaje mi sie, ze od 2008 nie spedzilysmy ze soba wiecej niz godzine-dwie ROCZNIE. A teraz beda to cztery doby. Przepelnione wspomnieniami, ploteczkami, wyglupami, zartami ktore rozumiemy tylko my, kawa i winem. No i gdziestam jeszcze praca, ale kto by sie tym przejmowal. Odespie za 10 dni, kiedy zaczne swoj ostatni w tym roku urlop (biletow wciaz brak, no ale mowie Wam, ze Monachium.. ten Lublin kusi niesamowicie, ale kurde, jak to ogarnac, zeby nie oszalec na deszczowej trasie Warszawa - Lbn i spowrotem?). 





Superfajna, nowootwarta, weganska knajpka, ktora znalazlysmy w sobote zupelnym przypadkiem razem z Kristel, podczas spontanicznego wypadu do Los Cristianos. Jedzenie mega tanie i bardzo smaczne. Wszystko razowe, eko, sojowe, migdalowe, kokosowe, salatowe, szpinakowe, kij wie co jeszcze. Do tego pólki pelne ksiazek i duze, wygone fotele. Zostaje! ;3





Meksykanskie popoludnie u Mary Anne, najlepsze fajitas na swiecie + guacamole za które warto umrzec (jestem mistrzem guacamole, oficjalnie). Dwie butelki Lambrusco, Head's Up z Tarzanem, a pozniej.. 
kurs tanca na rurze (lekcja pierwsza gratis, wróce, obiecuje!).



Spontaniczne uwienczenie babskiego dnia z M-Anne, maseczki na twarz, malowanie paznokci i piosenki Disneya. 



Wygrane papeletas i swietowanie w McDonald's (moja pierwsza wizyta w fast foodzie od karnawalu, wybaczcie!)




Praca, pracunia. Ja i Tarzan tuz przed skeczami, ja i Kristel BEZ UMAWIANIA SIE WCZESNIEJ w ubraniach z dzialu co najmniej dzieciecego (Hello Kitty i Myszka Miki rules), pusta scena.

*

Na koniec dla tych, ktorzy jeszcze nie slyszeli o moich najnowszych celebryckich znajomosciach, bo nie maja Facebooka (Paula), a sa wielkimi fanami Na Wspolnej (?) - ostatnio podczas wieczornego joggingu w Playa Paraiso, spotkalam spocona Joanne Jablczynska. Dzis rano dostalam wiadomosc od Mary Anne, ze podobno Beyonce tez jest na Teneryfie. Kto wie, moze jutro spotkam ja w Mercadonie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz