1 stycznia 2015

"Postanowiena na 2014 to (o dziwo, po
raz pierwszy w zyciu) NIE zmieniac sie, NIE zakochiwac, przezyc cale
365 jako wolny strzelec (juz nawet nie dla yolo, bo tak naprawde to
ja sie do tego nie nadaje, za duzo uczuc i czulosci we mnie (ku
mojemu wlasnemu zaskoczeniu).) Ten rok bedzie moim rokiem (jak patetycznie!). Od kiedy
pamietam, moj deadline dorososci wypadal na 25/26 rok zycia. Czyli
teraz mam ostatnia szanse na bycia rudym pulpetem bez planu."


Szczerze? Nie umiem chyba podsumowac 2014. 
Na pewno byl rokiem wszystkiego, co nowe. Nowe miejsce zamieszkania, nowi przyjaciele, nowa praca, mnóstwo nowych emocji, uczuc, strachow, smutow i wesel (heee). Wydaje mi sie, ze stalam sie bardziej samodzielna i pewniejsza siebie. Wiem, ze skoro udalo mi sie dokonac tego wszystkiego, czego dokonalam w tym roku - nic mnie juz nie zlamie. Umiam dac sobie rade sama. Nie potrzebuje pomocy Mamusi czy Tatusia, ani faceta, zeby prowadzil mnie za reke. 
W 2014 stalam sie Kachu, a Kachu jest silna. Jasne, chwilami lapie emosmutki, albo placze o polnocy wtulona w kota. Ale dzieje sie to stosunkowo rzadko i wydaje mi sie, ze kazdemu jest potrzebne. Czasami. 

Nie schudlam, nie przytylam. Od 11 miesiecy pracuje po milion godzin dziennie i jedyny czas, jaki mam dla siebie to 17-20 kazdego dnia. Dlatego na sporty ani wygibasy nie bylo czasu. Nie powstrzymalo mnie to jednak od miesiecznego (!) chodzenia na silownie, albo dwurazowego wyjscia na kurs tanca na rurze. Czasem jakies biegi z Tomasem, albo Joanna Jablczynska, czy tez domowe treningi z Zuzkalight. 
Moje cialo stalo sie bardziej sflaczale, ale tez bardziej szczesliwe. Staram sie totalnie z tym pogodzic i przestac codziennie rano obsesyjnie sprawdzac kazdy jego centymetr (juz przytylam, czy juz nie?).

Jesli chodzi o postanowienia, to te z  2014 zostaly dotrzymane (80%). I blogowe i prywatne. Wszyscy zaraz bedziecie wytykac mi Pajaca, ale nie licze go jako zlamania antysamcowej przysiegi. Nie byl to ani moj chlopak ani mmz. Sama nie wiem w ogole co to bylo, zyciowe potkniecie jakies, wynikajace z przesamotnosci, ot tyle. 

Nie mam zadnych pomyslow na 2015. Chyba chce rzucic palenie i ograniczyc wino pite w samotnosci na balkonie. Czesciej chodzic do lekarza (starosc nie radosc). Tak jak pisalam wczesniej, sprobowac przestac obsesyjnie lapac sie za walki tluszczu na brzuchu i 15minut zastanawiac nad kazdym kesem wszystkiego, co nie jest warzywem. Po kiklu latach takiego stresu jedzenie rzeczywiscie przestaje byc przyjemnoscia, a zaczyna grzechem. I to jest cos nad czym chce popracowac. Od 2012 i tak sporo sie poprawilam (pamietam jak postanowieniem na 2013 bylo ZACZAC JESC CZEKOLADE - i udalo sie!). Umiem juz zjesc banana i nie miec przez to mysli samobojczych. Wprawdzie kiedy patrze na swoje zdjecia posilkow (ktore wciaz robie, nawet nie na Instagram, bardziej dla samoswiadomosci i pamietania, co wcinam) to zalamuje rece, bo glownie to salata, chleb i owsianka, alkohol i kawa. 

Nie mam pojecia co stanie sie w przyszlym roku. Za miesiac koncze kontrakt w RIU i czeka mnie albo powrót do domu, albo 4 miesiace paro. We'll see. 

//

Tomasz, S., PetyaKristelDagoAnzar, Kalo i Mary Anne. 
Moj Kot bez imienia. Rybka Belweder.
Karnawal, impreza/y nad basenem Kalo, karaoke z ludzmi z pracy, botellón(y) w Las Vistas, loza VIP w Monkey Beach, La Caleta z Anzarem, jego motor, Los Gigantes z Mary Anne i Kalo, dzien w Puerto z Aga, Adry i Linnea,Plaza Central, Hot Stuff, Show de Navidad, wycieczka do Loro Parku z Dago i Davidem, wszyskie kacowe Siam Parki z Kristel, imprezy nad oceanem "U Tarzana", Tomasowe przygody (zanim wyjechal), kolczyk w nosie, keczupowe wlosy, zapalenie oka.
GOSCIE! Szczepan, Kasia, Ola, Aga, Mama, Artur, Karolina, Mama, Przemas&Iwona, Przemek (...).
















Szczesliwego Nowego Roku!
kaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz